"Towarzysz Generał" 2 luty 2010Pismem z 20 bm. poinformował mnie Pan, iż w dniu 1 lutego br. o godz. 20.20 w Programie I TVP, zostanie wyemitowany film dokumentalny pt.: "Towarzysz Generał". Po emisji filmu (tj. ok. godz. 21.35) planowana jest debata, którą poprowadzi red. Rafał Ziemkiewicz. Gazeta "Rzeczpospolita" z 22 bm. zamieszcza informację na ten temat. Do zaproszenia na ww. debatę została załączona płyta DVD z nagraniem filmu. Jest on skrajnie jednostronny. Wypowiadają się: Sławomir Cenckiewicz, Piotr Gontarczyk, Andrzej Paczkowski, Lech Kowalski, Marek Chodakiewicz, Bogdan Musiał, Władimir Bukowski. Mówi też prof. Wieczorkiewicz co wydaje się dziwne, bowiem 21 maja 2001 r. w recenzji książki Lecha Kowalskiego pt.: "Generał ze skazą" (film w znacznej mierze jest z jej treścią zgodny), profesor pisze: "Książka nie odpowiada standardom naukowym, jest wadliwie skonstruowana, fatalnie poniżej dopuszczalnego poziomu napisana, a przy tym tendencyjna, do poziomu pamfletu". I dalej: "Kowalski ma pretensje do generała o wszystko co zrobił i czego nie zrobił". Podobnie wypowiada się drugi recenzent, Prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego prof. Wojciech Wrzesiński m.in. stwierdzając: "Książka w obecnej formie stała się publicystycznym paszkwilem". Pisze też: "Generalnie oceny są prowadzone tak, jakby autor nie chciał rozumieć istoty stosunków panujących w obozie sowieckim, nie rozumiał na czym polega dominacja Związku Radzieckiego i na czym opierał się układ międzynarodowy w okresie powojennym". Wreszcie: "Demonstrując stanowisko antykomunistyczne autor krytykuje wszystko na czym ciąży jakikolwiek cień związków z takimi ideałami". W tym kontekście znamienny jest fakt, iż Lech Kowalski przez wiele lat był oficerem politycznym, od 1973 do 1990 roku, członkiem PZPR, ukończył szkołę oficerską (pion polityczny), a także Wojskową Akademię Polityczną, awansował, był odznaczany. Po zmianach ustrojowych dokonał wolty z neoficką pasją. Tu dodam, iż prof. Andrzej Paczkowski, który również występuje w tym filmie, był adresatem listu z czerwca 2003 roku (wraz z załącznikami 407 stron maszynopisu), w którym w sposób konkretny, ewidentny obnażam brednie Kowalskiego. List ten otrzymało do wiadomości wiele innych osób, w tym z IPN. Polemiki nie było. Lech Kowalski w ogóle cierpi na jakąś przypadłość charakterologiczną. Dyrektor Wojskowego Instytutu Historycznego prof. Andrzej Ajnenkiel wystawia mu 15 grudnia 1997 roku wysoce krytyczną opinię. Pisze w niej m.in. "Dotychczasowa postawa ppłk dr Lecha Kowalskiego charakteryzuje się brakiem rzetelności badawczej. W polemice z adwersarzami ucieka się do oszczerstw i pomówień, które godzą nie tylko w dobre imię przełożonych i kolegów, ale przede wszystkim zakłócają atmosferę pracy i służby w Instytucie. Nie mogę nie zauważyć, iż ppłk. Kowalski nie przebierając w środkach, brnie w kłamstwie, w swoim irracjonalnym i groteskowym zachowaniu. Postawa etyczna ppłk. Kowalskiego, jako pracownika naukowego i oficera daleko odbiega od kanonów szczerości, lojalności, czy sprawiedliwości". Jak się okazuje ta opinia oraz recenzje jego książki-paszkwilu, zamiast być przeszkodą - wręcz przeciwnie - stały się odskocznią do filmowej "kariery". Chyba nie przypadkowo, ponieważ poprzez ostrość i częstotliwość wypowiedzi staje się on swego rodzaju "liderem, konferansjerem" filmu. W tym co mówi aż się roi od półprawd i jaskrawych błędów, fałszywych interpretacji. Tupet i arogancję łączy z ignorancją oraz infantylizmem, nawet w materii wojskowej. Pojawiają się inwektywy (nie tylko zresztą pod moim adresem).Często też powiela niedorzeczności, na które wskazałem we wspomnianym już liście do prof. Andrzeja Paczkowskiego. Trudno więc gratulować reżyserom filmu, a także reżyserom reżyserów, wykreowania takiego właśnie "lidera". W filmie występuje szereg znanych i mniej znanych osób. Wyrażane przez nich opinie, oceny na ogół unikają szerszego, obiektywnego spojrzenia na historyczne uwarunkowania zachodzących procesów i wydarzeń, podejmowanych decyzji. Rozumiem, że jest to zgodne z logiką, intencją, celem filmu, który ma być jednym wielkim oskarżeniem Jaruzelskiego oraz przy okazji bliskiej mi historycznie i współcześnie formacji, a co więcej całej idei "okrągłostołowej". Ażeby odnieść się do tego rzeczowo, konkretnie - a tylko to ma sens - trzeba by napisać nie krótki list, ale całą książkę. Z kolei ograniczony czas debaty, po trwającym ponad godzinę filmie, nie da mi szansy na przedstawienie merytorycznej argumentacji. Pozostaje więc, albo wiele kwestii pominąć, albo skwitować je w sposób uproszczony, banalny. Tym bardziej, iż należy spodziewać się swoistego spektaklu, w którym wszyscy, a na pewno większość jego uczestników - w tym oczywiście osoba prowadząca debatę - zademonstrują "mecz do jednej bramki". W tej sytuacji wolę nie zabierać głosu z nadzieją, po pierwsze: na inteligencję, mądrość telewidzów, po drugie na możliwość wypowiedzenia się w innym miejscu i trybie. M.in. w formie wyjaśnień, na sali sądowej w trakcie toczącego się procesu. Pozwoli to również odnieść się szerzej do ostatnio sensacyjnie, bałamutnie nagłośnionego problemu ew. interwencji. Nie unikam tematów trudnych, kontrowersyjnych. Nie uchylam się od dyskusji, konfrontacji poglądów i ocen. Daję temu wyraz na różnych konferencjach i spotkaniach oraz udzielając wielu wywiadów zarówno mediom krajowym, jak i zagranicznym. Nie jest mi obcy samokrytycyzm. Ciągle powtarzam: żałuję, ubolewam, przepraszam. Szanuję i doceniam rolę i zasługi osób działających na rzecz demokratycznej Polski. Ale też bronię tego co - w realiach podzielonego świata - było autentycznym dorobkiem Polski Ludowej. Niestety, film "Towarzysz Generał" dla rzeczowej, obiektywnej dyskusji płaszczyzny nie stwarza. Film jest o mnie, ale "rykoszety, rozrzut" mają zasięg znacznie szerszy. Nieustannie podkreślam - odpowiedzialność biorę na siebie. Ale nie byłem przecież sam. Przede wszystkim - Wojsko i oczywiście Partia, stronnictwa polityczne oraz lojalni wobec państwa bezpartyjni obywatele. To przez ponad cztery dziesięciolecia było wiele milionów ludzi. Autorzy filmu - chcąc nie chcąc - traktują ich jak bezwolne manekiny, którymi, na różnych szczeblach swej służby i pracy manipulował demoniczny Jaruzelski. Czy jest to zgodne z prawdą, niech osądzą telewidzowie, społeczeństwo.
gen. Wojciech Jaruzelski PS. W związku z moją uzasadnioną wyżej absencją w debacie liczę, iż jej inicjatorom, organizatorom oraz osobie prowadzącej wystarczy śmiałości i dobrej woli, ażeby odczytać powyższy tekst w ramach planowanej dyskusji. |