Godlo

General Wojciech Jaruzelski
byłego
PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

(19 marca 1989 - 23 grudnia 1990)

"Towarzysz Generał"
2 luty 2010

Pismem z 20 bm. poinformował  mnie Pan, iż w dniu 1 lutego br. o godz. 20.20
w Programie I TVP, zostanie wyemitowany film dokumentalny pt.: "Towarzysz
Generał". Po emisji  filmu (tj. ok. godz. 21.35) planowana jest debata,
którą poprowadzi red. Rafał Ziemkiewicz. Gazeta "Rzeczpospolita" z 22 bm.
zamieszcza informację na ten temat.

                            Do zaproszenia na ww. debatę  została załączona
płyta DVD z nagraniem filmu. Jest on skrajnie jednostronny. Wypowiadają się:
Sławomir Cenckiewicz, Piotr Gontarczyk, Andrzej Paczkowski, Lech Kowalski,
Marek Chodakiewicz, Bogdan Musiał, Władimir Bukowski. Mówi też  prof.
Wieczorkiewicz co wydaje się  dziwne, bowiem 21 maja 2001 r. w recenzji
książki Lecha Kowalskiego pt.: "Generał ze skazą" (film w znacznej mierze
jest z  jej treścią zgodny), profesor pisze: "Książka nie odpowiada
standardom naukowym, jest wadliwie skonstruowana, fatalnie poniżej
dopuszczalnego poziomu napisana, a przy tym tendencyjna, do poziomu
pamfletu". I dalej: "Kowalski ma pretensje do generała o wszystko co zrobił
i czego nie zrobił". Podobnie wypowiada się drugi recenzent, Prezes
Polskiego Towarzystwa Historycznego  prof. Wojciech Wrzesiński m.in.
stwierdzając: "Książka w obecnej formie stała się publicystycznym
paszkwilem". Pisze też: "Generalnie oceny są  prowadzone tak, jakby autor
nie chciał rozumieć istoty stosunków panujących w obozie sowieckim, nie
rozumiał na czym polega dominacja Związku Radzieckiego i na czym opierał się
układ międzynarodowy w okresie powojennym". Wreszcie: "Demonstrując
stanowisko antykomunistyczne autor krytykuje wszystko na czym ciąży
jakikolwiek cień związków z takimi ideałami". W tym kontekście znamienny
jest fakt, iż Lech Kowalski przez wiele lat był oficerem politycznym, od
1973 do 1990 roku, członkiem PZPR, ukończył szkołę oficerską (pion
polityczny), a także Wojskową Akademię Polityczną, awansował, był
odznaczany. Po    zmianach    ustrojowych   dokonał  wolty z neoficką pasją.
Tu dodam, iż prof. Andrzej Paczkowski, który również występuje w tym filmie,
był adresatem listu z czerwca 2003 roku (wraz z załącznikami 407 stron
maszynopisu), w którym w sposób konkretny, ewidentny obnażam brednie
Kowalskiego. List ten otrzymało do wiadomości wiele innych osób, w tym z
IPN. Polemiki nie było.

                   Lech Kowalski w ogóle cierpi na jakąś  przypadłość
charakterologiczną. Dyrektor Wojskowego Instytutu Historycznego prof.
Andrzej Ajnenkiel wystawia mu 15 grudnia 1997 roku wysoce krytyczną opinię.
Pisze w niej m.in. "Dotychczasowa postawa ppłk dr Lecha Kowalskiego
charakteryzuje się brakiem rzetelności badawczej. W polemice z adwersarzami
ucieka się do oszczerstw i pomówień, które godzą  nie tylko w dobre imię
przełożonych i kolegów, ale przede wszystkim zakłócają atmosferę pracy i
służby w Instytucie. Nie mogę nie zauważyć, iż ppłk. Kowalski nie
przebierając w środkach, brnie w kłamstwie, w swoim irracjonalnym i
groteskowym zachowaniu. Postawa etyczna ppłk.  Kowalskiego, jako pracownika
naukowego i oficera daleko odbiega od kanonów szczerości, lojalności, czy
sprawiedliwości".

                   Jak się okazuje ta opinia oraz recenzje jego
książki-paszkwilu, zamiast być przeszkodą - wręcz przeciwnie - stały się
odskocznią do filmowej "kariery". Chyba nie przypadkowo, ponieważ poprzez
ostrość i częstotliwość wypowiedzi staje się on swego rodzaju "liderem,
konferansjerem" filmu. W tym co mówi aż się roi od półprawd i jaskrawych
błędów, fałszywych interpretacji. Tupet i arogancję łączy  z ignorancją oraz
infantylizmem, nawet w materii wojskowej. Pojawiają się inwektywy (nie tylko
zresztą pod moim adresem).Często też powiela niedorzeczności, na które
wskazałem we wspomnianym już liście do prof. Andrzeja Paczkowskiego. Trudno
więc gratulować reżyserom filmu, a także reżyserom reżyserów, wykreowania
takiego właśnie "lidera".

                   W filmie występuje szereg znanych i mniej znanych osób.
Wyrażane przez nich opinie, oceny na ogół unikają szerszego, obiektywnego
spojrzenia na historyczne uwarunkowania zachodzących procesów i wydarzeń,
podejmowanych decyzji. Rozumiem, że jest to zgodne z logiką, intencją, celem
filmu, który ma być jednym wielkim oskarżeniem Jaruzelskiego oraz przy
okazji bliskiej mi historycznie i współcześnie formacji, a co więcej całej
idei "okrągłostołowej". Ażeby odnieść się do tego rzeczowo, konkretnie - a
tylko to ma sens - trzeba by napisać nie krótki list, ale całą książkę. Z
kolei ograniczony czas debaty, po trwającym ponad godzinę filmie, nie da mi
szansy na przedstawienie merytorycznej argumentacji.  Pozostaje więc, albo
wiele kwestii pominąć, albo skwitować je w sposób uproszczony, banalny. Tym
bardziej, iż należy spodziewać się swoistego spektaklu, w którym wszyscy, a
na pewno większość jego uczestników - w tym oczywiście osoba prowadząca
debatę - zademonstrują "mecz do jednej bramki". W tej sytuacji  wolę nie
zabierać głosu z nadzieją, po pierwsze: na inteligencję, mądrość telewidzów,
po drugie na możliwość wypowiedzenia się w innym miejscu i trybie. M.in. w
formie wyjaśnień, na sali sądowej w trakcie toczącego się procesu. Pozwoli
to również odnieść się szerzej do ostatnio sensacyjnie, bałamutnie
nagłośnionego problemu ew. interwencji.

                   Nie unikam tematów trudnych, kontrowersyjnych. Nie
uchylam się od dyskusji, konfrontacji poglądów i ocen. Daję temu wyraz na
różnych konferencjach i spotkaniach oraz udzielając wielu wywiadów zarówno
mediom krajowym, jak i zagranicznym. Nie jest mi obcy samokrytycyzm. Ciągle
powtarzam: żałuję, ubolewam, przepraszam. Szanuję i doceniam rolę i zasługi
osób działających na rzecz demokratycznej Polski. Ale też bronię tego co - w
realiach podzielonego świata - było autentycznym dorobkiem Polski Ludowej.
Niestety, film "Towarzysz Generał" dla rzeczowej, obiektywnej dyskusji
płaszczyzny nie stwarza.


                   Film jest o mnie, ale "rykoszety, rozrzut" mają zasięg
znacznie szerszy. Nieustannie podkreślam - odpowiedzialność biorę na siebie.
Ale nie byłem przecież sam. Przede wszystkim - Wojsko i oczywiście Partia,
stronnictwa polityczne oraz lojalni wobec państwa bezpartyjni obywatele. To
przez ponad cztery dziesięciolecia było wiele milionów ludzi. Autorzy filmu
- chcąc nie chcąc - traktują ich jak  bezwolne manekiny, którymi, na
różnych szczeblach swej służby i pracy manipulował demoniczny Jaruzelski.
Czy jest to zgodne z prawdą, niech osądzą telewidzowie, społeczeństwo.

 

                                               gen. Wojciech Jaruzelski

 

PS. W związku z moją uzasadnioną wyżej absencją w debacie liczę, iż jej
inicjatorom, organizatorom oraz osobie prowadzącej wystarczy śmiałości i
dobrej woli, ażeby odczytać powyższy tekst w ramach planowanej dyskusji.