![]() |
|
|
|
Generał na konferencji we Francji 18 września 2009 Jak już informowaliśmy gen. Wojciech Jaruzelski był honorowym gościem konferencji przygotowanej przez Francuski Instytut Stosunków Międzynarodowych. Zamieszczamy pełny tekst wystąpienia Pana Generała.
Dziękuję inicjatorom i organizatorom tej interesującej Konferencji za zaproszenie, za możliwość zabrania głosu w tak ważnym i kompetentnym gronie. Tym bardziej, iż pełnię rolę swego rodzaju politycznego dinozaura. Jest to zwycięstwo archeologii nad biologią – niestety krótkotrwałe. Wczesne urodzenie jest gorzkim przywilejem. Wiek nie daje patentu na mądrość. Jedynym atutem jest suma nagromadzonych doświadczeń. Postaram się niektórymi – w sposób być może kontrowersyjny – podzielić. Temat obecnej Konferencji dotyczy najnowszej historii, głównie dekady lat 80. Jej sens rozumiem tak: „jak tamto wczoraj, w imię jutra odczytać dziś”. Gdybym nie rozpoczął od stanu wojennego, mogliby Państwo odczytać to jako unik, ucieczkę przed jakże trudnym problemem. Miał on przecież swój historyczny kontekst. Jakby to paradoksalnie, a dla niektórych nawet bulwersująco nie zabrzmiało – okazał się ogniwem w procesie, który ostatecznie doprowadził do Okrągłego Stołu. W jego ocenie różnią i różnić się będą – i historyczną, i polityczną i przede wszystkim – jak wykazują od lat badania opinii publicznej – różnią się zwykli ludzie. Można w przybliżeniu powiedzieć „pół na pół”. Ale nie chcę używać społecznej statystyki, jako argumentu. Może poza stwierdzeniem, iż nieuprawnione jest twierdzenie, że cały naród był przeciw, że nastąpiło zniewolenie narodu itp. Nieustannie powtarzam: stan wojenny był złem, ale złem mniejszym niż grożąca realnie wielowymiarowa katastrofa. Tak też to ocenił Parlament Rzeczypospolitej Polskiej, który opierając się na ocenach działającej przez pięć lat specjalnej Komisji, przyjął 23 października 1996 roku uchwałę uznającą, iż wprowadzenie stanu wojennego spowodowane było wyższą koniecznością i sprawę umorzył. Obecnie wróciła ona w prokuratorsko-sądowej postaci. Proces się toczy, przy tym akt oskarżenia autorstwa swego rodzaju komisarzy historii – prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej – nadaje sprawie kryminalny wymiar – według artykułu, paragrafu stosowanego wobec hersztów bandyckich gangów i mafii. Złożyłem obszerne, merytoryczne, udokumentowane wyjaśnienia. Zostały opublikowane w ponad 300 stronicowej książce pt.: „Być może to OSTATNIE SŁOWO”. Liczę się bowiem z tym, że – z uwagi na wielu oskarżonych – wyrok wyda być może biologia. Mam świadomość ciężkich wad wrodzonych oraz błędów, grzechów, nawet zbrodni minionego systemu, jak obiegowo się nazywa - komunizm. Przyznaję to z pokorą, chociaż – zwłaszcza w Polsce,, która była w bloku swego rodzaju heretyckim odgałęzieniem – określenie komuna czy postkomuna, jest nadproporcjonalnie dożywotnio stygmatyzującym epitetem. Nawiasem mówiąc komunizm, jego biblia Manifest Komunistyczny, powstał nie nad Wołgą a nad Renem. Niósł szlachetne, chociaż w znacznej części utopijne hasła. W praktyce zostały przez leninizm, stalinizm i późniejsze lata zdegenerowane ze wszystkimi tego negatywnymi, w tym również tragicznymi skutkami. Wracam do głównego tematu naszej Konferencji, który dotyczy głównie dekady lat 80., sfinalizowanej głębokimi, historycznymi przemianami. Okres ten ma wielkie znaczenie, daleko wykraczające poza polskie ramy. Polska przez wieki leżała w strefie politycznie sejsmicznej. Nasza ziemia jest wielkim pobojowiskiem i cmentarzyskiem. Niedawne uroczyste obchody 70. rocznicy początku II wojny światowej przypomniały to raz jeszcze. Moje pokolenie zapamiętało dobrze ten tragiczny czas. Z kolei powojenny, blokowy podział Europy i świata był realnością, stworzył ramy określające pole manewru. Polska funkcjonowała w tych ramach. Należy więc jedynie oceniać co można było zrobić lepiej, mądrzej, skuteczniej. Ale drogi do pełnej demokracji nie dało się przebyć na skróty „wielkim skokiem”. Przypomnę, iż we Francji demokracja powstała i funkcjonuje od ponad 200 lat. I też nie były to lata harmonijnego jej rozwoju. Rewolucja przyniosła ogromny, promieniujący na cały świat, społeczny postęp. Ale były też jej ogromne koszty, mnóstwo przelanej krwi, były też różne zahamowania i relikty przeszłości – chociażby prawo wyborcze przyznane kobietom dopiero w 1944 roku. W Polsce poza kilkuletnim epizodem po I wojnie światowej – prawdziwej demokracji nigdy nie było. W powojennych dziesięcioleciach istniała tzw. dyktatura proletariatu. Ale jak ktoś dowcipnie zauważył, uzewnętrzniała się najpełniej wtedy – kiedy proletariat wychodził na ulice i palił partyjne komitety. Polska w stosunku do krajów Zachodniej Europy była zawsze gospodarczo zacofana. Do tego doszły bezprecedensowe straty wojenne. Wreszcie ustrój, system, aż do przełomu lat 80-90. nie zapewniał zgodnej z potrzebami czasu gospodarczej efektywności i kreatywności. Nie pozuję na postronnego recenzenta. I jako młody porucznik na przedpolach Berlina w maju 1945 roku i na najwyższych urzędach w latach 80. czuję, stosownie do konkretnego okresu, współodpowiedzialność, lub odpowiedzialność za to co w Polsce się działo. Za wszelkiego rodzaju zło, zwłaszcza w okresie stanu wojennego, wciąż publicznie przepraszam, wyrażam żal i ubolewanie. To jedna strona sprawy. Ale jest i druga, której chcę bronić. Pochodzę z ziemiańskiej szlacheckiej rodziny. A jednak znalazłem się po wojnie z „lewej strony”. Nie byłem zresztą wyjątkiem, jakże wielu mądrzejszych, bardziej doświadczonych ode mnie dokonało też takiego wyboru. Nie był to wybór koniunkturalny. W powojennej Polsce dokonał się wielki cywilizacyjny i społeczny postęp. Niech zilustruje to chociażby taki dowód: spis ludności z 1946 roku wykazał 24 miliony obywateli, z tego tylko 7 milionów w miastach. Spis z 1988 roku to już 38 milionowa Polska, przy tym ludności miejskiej 24 miliony. A więc w tym krótkim historycznie czasie w naszych w znacznej mierze ubogich i zniszczonych miastach przybyło 14 milionów mieszkańców – prawie tyle ile liczyła NRD, więcej niż Czechosłowacja itd. Ten demograficzny .... oznaczał wielki awans społeczny, ale przyniósł też oczywiste skutki uboczne. Nie można ich nie wiedzieć w nabrzmiewających trudnościach, narastającym niezadowoleniu, wreszcie w protestach, których najwyższym wyrazem stał się rok 1980 – powstanie „Solidarności”. Doceniam i szanuję wielkie historyczne znaczenie tego ruchu, jego demokratyczne przesłanie, jego czołową rolę w późniejszych przemianach. Powstać więc może pytanie – dlaczego w grudniu 1981 został tak dramatycznie zablokowany? W „Solidarności” było bardzo wielu ideowych, mądrych ludzi – szanuję ich, a niektórych nawet podziwiam. Ale nie był to przecież 10 milionowy „hufiec aniołów”. Tę ocenę udowodniłem, zilustrowałem obszernie przed sądem. Tu ograniczę się jedynie do przywołania niezwykle znamiennej wypowiedzi na łamach książki „My” – wydanej w 1994 roku. Były premier, a obecnie przywódca największej partii opozycyjnej – Jarosław Kaczyński mówi tam o „Solidarności”, iż: „ten monstrualny ruch, ze względu na swój charakter i konstrukcję do demokracji się nie nadawał. ...gdyby „Solidarność” w 1989 roku miała siłę z 1981 roku, to w ogóle żadnego normalnego mechanizmu demokratycznego w Polsce by się nie zbudowało”. Z Jarosławem Kaczyńskim dzieli mnie wiele – niemal wszystko, ale tej jego ocenie nie można logiki odmówić. Reasumując: „Solidarność” – na drodze obok swej wolnościowej istoty, od czasu słynnych 21 postulatów z porozumień sierpnia 1980 roku, poprzez program przyjęty na jej I Zjeździe, aż po Okrągły Stół, była mówiąc w uproszczeniu – w społecznym wymiarze zawsze „na lewo” od władzy. Egalitarne, nawet populistyczne hasła i roszczenia dawały wielkie społeczne poparcie, ale dla słabej, przezwyciężającej kryzys, gospodarki oznaczały katastrofę. M.in. stąd wynikały tak długotrwałe opory przez ponowną rejestracją „Solidarności”, jako związku zawodowego. Tym bardziej, że już funkcjonował powstały w międzyczasie związek zawodowy tj. OPZZ, liczący w szczytowym okresie około 7 milionów członków, w tym 60-70 byłych członków „Solidarności”. Obawialiśmy się, iż licytacja, rywalizacja między tymi związkami może być zgubna dla gospodarki, dla jej zdolności do ekonomicznego, ale społecznie niepopularnego reformowania. Taką bolesną reformę, udało się zrealizować dopiero w latach 89-90 „pod narkozą” całokształtu ówczesnych nadziei i oczekiwań. Jak było to trudne, świadczy najlepiej, iż tak wybitna postać, najlepszy premier ostatnich lat 20. – Tadeusz Mazowiecki przegrał w wyborach prezydenckich nie tylko z legendarnym przywódcą „Solidarności”, Lechem Wałęsą, ale i człowiekiem z nikąd, niejakim Stanisławem Tymińskim. Krótko mówiąc droga do gospodarki rynkowej obarczona była zarówno doktrynalnymi kanonami minionego ustroju, jak też oporami w samym społeczeństwie. „Solidarność” – na drodze rosnących politycznych aspiracji, socjalnych roszczeń oraz żywiołowego buntu zahamować nie potrafiła. Władza – poza rubież częściowo zmodyfikowanych pryncypiów ustrojowych oraz bezpieczeństwa zewnętrznego cofnąć się nie mogła. Potrzebny był czas, dojrzewanie warunków wewnętrznych i zewnętrznych. Wewnętrzne oznaczały odsiew – ze strony władzy, kręgów zachowawczych; ze strony „Solidarności” kręgów radykalnych. Mówiąc obrazowo – troglodytów i piromanów. Był to bardzo trudny proces. Ale mimo przeszkód obiektywnych i oporów subiektywnych, zmierzał we właściwym kierunku. Jego uwieńczenie stanowił Okrągły Stół, wybory, rząd Premiera Tadeusza Mazowieckiego, wreszcie zrealizowane wówczas ustrojowe przemiany. Możemy z dumą powiedzieć, iż Polska była w awangardzie tego procesu, stanowiła impuls i wzorzec dla innych krajów regionu. Pozwolę sobie zilustrować to charakterystycznym przykładem. W czasie oraz po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu, złożyłem wizytę w Pradze, Berlinie, Moskwie. Trzeba było wyjaśnić, uspokoić, uzyskać zrozumienie dla – jak mówiłem – naszego historycznego eksperymentu. Z Gorbaczowem pozostawałem w stałym kontakcie. Nazywał on tj. polskie reformy lat 80. – będące substytutami – w istocie substytuty demokracji i gospodarki rynkowej - swego rodzaju laboratorium dla pierestrojki. Natomiast Honecker i Husak wyrażali niepokój i dezaprobatę, stali zdecydowanie na gruncie systemowego status quo. O ile ich wyprzedzaliśmy, niech świadczy następujący fakt. Wizytę w Pradze składałem w czasie, kiedy rozpoczął obrady Okrągły Stół, przy którym „Solidarność” Lech Wałęsa byli partnerami władzy. A tam właśnie wtedy rozpoczynał się proces doprowadzonego z więzienia Vaclava Havla. Nie chcę, ażeby ten wywiad zabrzmiał polonocentrycznie. Historyczne, przełomowe wydarzenia i zmiany mają wielu autorów i uczestników. To mówiąc obrazowo – wielka rzeka z szeregiem dopływów. Nasz polski dopływ był bardzo znaczący. Tu chcę podkreślić wielką rolę „Solidarności”, jako inspirację i bodziec w tym procesie. Trzeba też przypomnieć wsparcie ze strony Kościoła, osobiście Papieża-Polaka Jana Pawła II. Pozwolę sobie nieskromnie zauważyć, iż tendencje reformatorskie, zwyciężające w obozie polskich władz były też nie bez znaczenia. Wreszcie rola Zachodu, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, prezydentów Reagana i Busha, którzy przyspieszając i podważając jakościowo etap zbrojeń doprowadzili gospodarkę radziecką do krawędzi. Tu warto też nieco żartobliwie odnotować, iź istotną rolę spełniła również Arabia Saudyjska zasadniczo zwiększając wydobycie ropy i tym samym gwałtowny spadek jej cen, z bardzo dotkliwymi dla gospodarki radzieckiej skutkami. A więc to „arcydemokratyczne” państwo wniosło swój wkład w budowę demokracji w Europie Wschodniej. Teraz wrócę do wcześniejszej sytuacji. W czasach antagonistycznego podziału Europy i świata, geostrategiczne miejsce Polski w bloku wschodnim było newralgiczne, w znacznym stopniu kluczowe. Znając doktrynę i plany, uczestnicząc w różnych blokowych spotkaniach i naradach, kierując, lub uczestnicząc w wielkich ćwiczeniach Układu Warszawskiego, wiedziałem dobrze co znaczy międzyblokowa równowaga sił. Przypomnę, że próby jej naruszenia poprzez zainstalowanie w 1962 roku radzieckich na Kubie postawiły świat na krawędzi III wojny światowej. Burzliwy rozwój sytuacji w Polsce w 1981 roku, groził konfrontacją i destabilizacją w regionie, oznaczał dla naszych ówczesnych sojuszników naruszenie dla owej równowagi. Mówili o tym otwarcie. czynili widoczne gołym okiem przygotowania do interwencji. W sytuacji ekstremalnej stałaby się realna. Potwierdziła to osoba wielce kompetentna – bo ówczesny członek Biura Politycznego i Sekretarz KC KPZR – Michaił Gorbaczow, w odpowiedzi na zapytanie Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej RP. Jest też mnóstwo innych dowodów. Sytuacja, suma wydarzeń, spiętrzyła się na przełomie listopada-grudnia 1981 roku. Znamienne zwłaszcza było ostatnie posiedzenie Komisji Krajowej „Solidarności” 11-12 grudnia oraz zapowiedź na 17 grudnia wielkich demonstracji protestu w Warszawie oraz innych miastach. W warunkach, gdy benzyna była rozlana – był to sygnał alarmowy, sytuacja ekstremalna stała za progiem. Wprowadzenie stanu wojennego było więc działaniem zapobiegawczym, prewencyjnym w obliczu wielowymiarowej katastrofy. Z ciężkim bagażem problemów weszliśmy w 1982 oraz dalsze lata. Częściowo już o tym wspominałem. Teraz tylko pragnę dodać. Otóż obok naszych obustronnych grzechów – nie będę po aptekarsku ich wyrażać, przyjmując, iż ze strony władzy były one większe – byliśmy w podwójnych kleszczach. z jednej strony zachodnie, zwłaszcza amerykańskie sankcje, restrykcje, z drugiej nacisk radziecki, ale jednocześnie ratunek przed całkowitym gospodarczym załamaniem. Ówczesne uzależnienie, zwłaszcza w zakresie surowców – ropy, gazu i innych – odczuliśmy poprzez oficjalną zapowiedź drastycznego ograniczenia ich dostaw od 1 stycznia 1982 roku. Stan wojenny temu zapobiegł. Ale problem pozostał. Jeśli nawet dziś, w całkowicie odmiennej sytuacji, gorączkowo poszukujemy dywersyfikacji dostaw – to jaka wówczas mogła być dywersyfikacja?! Oto jeden z zasadniczych powodów, dla których zmiany w Polsce mogły zachodzić tylko stopniowo, w korespondencji z rozwojem sytuacji w bloku z drugiej nacisk radziecki, ale jednocześnie ratunek przed całkowitym gospodarczym załamaniem. Ówczesne uzależnienie, zwłaszcza w zakresie surowców – ropy, gazu i innych – odczuliśmy poprzez oficjalną zapowiedź drastycznego ograniczenia ich dostaw od 1 stycznia 1982 roku. Stan wojenny temu zapobiegł. Ale problem pozostał. Jeśli nawet dziś, w całkowicie odmiennej sytuacji, gorączkowo poszukujemy dywersyfikacji dostaw – to jaka wówczas mogła być dywersyfikacja?! Oto jeden z zasadniczych powodów, dla których zmiany w Polsce mogły zachodzić tylko stopniowo, w korespondencji z rozwojem sytuacji w bloku, a zwłaszcza w Związku Radzieckim. I tu przełomowe stało się przyjście Gorbaczowa. Zwrócę uwagę tylko na jeden z aspektów zmian. Przez cały powojenny czas, trwała z różnym natężeniem zimna wojna. Bez zburzenia jej okopów, trudno było rozluźnić system wewnątrz blokowych uwarunkowań i powiązań, a następnie stopniowo, a w latach 1989-90, wreszcie ostatecznie wejść na drogę demokracji i pełnej suwerenności. Warunkiem było ograniczenie zbrojeń, odprężenie, budowa wzajemnego zaufania. W maju 1987 odbyło się w Berlinie posiedzenie Komitetu Doradczego państw Układu Warszawskiego. Przyjęto tam doktrynalny dokument-oświadczenie, skierowaną do państw NATO, inicjatywę zawierającą cały pakiet śmiałych, daleko idących propozycji. Na tym gruncie rozpoczęły się międzyblokowe rozmowy w Wiedniu. Spirala zbrojeń poszła w dół. Muszę dodać, iż Gorbaczow sprawy te konsultował ze mną, jako jedynym wśród głów państw bloku – profesjonalistą wojskowym. Pisze o tym w swych pamiętnikach „Życie i reformy”, w tomie II i rozdziale 32 pt.: „Jaruzelski sojusznik i jedinomyszlennik” (sojusznik i jednakowo myślący. Było to o tyle istotne, ponieważ w radzieckim aparacie, zwłaszcza wojskowym, napotykał na ogromne opory. Wiedzieliśmy o nich – stąd m.in. taktyka stopniowania naszych reform, ażeby nie zaszkodzić Gorbaczowowi. Temat dzisiejszej Konferencji jest bardzo pojemny. Mogłem więc przekazać jedynie pewne strzępy informacji, uwag i wniosków. W razie potrzeby można będzie je uzupełnić w dalszej dyskusji. Ale najważniejsze jest to, iż dotarliśmy do czasu, którego najważniejszym wyróżnikiem jest demokracja i wspólnota europejska. Dzisiaj potwierdzamy to z pełną satysfakcją. |
||